Więcej zdjęć z Festiwalu Stella Polaris: Asle Bjørn&Ingelina , José González og Catbird
Własnie wróciłam ze świątecznego targu zorganizowanego przez studentów Akademii Sztuki, z torbą wypchaną świątecznymi piernikami i innymi ciekawymi drobiazgami jak np. spinką do włosów, którą możecie zobaczyć na załączonym zdjęciu. Spinka zrobiona jest z literek od gry w scrabbler. Pomysłowe! Kupiłam tę z napisem gås co znaczy gęś – jak nic pasuje do mnie.
… mój typ mężczyzny, bez wahania wskazałabym na Paula Newmana. Podobał mi się już wtedy kiedy jeszcze miałam mleko pod nosem i podoba mi się do dzisiaj, kiedy jestem już dorosłą kobietą. No i wczoraj czytam w Euroman, że Paul Newman nie tylko był przystojnym facetem ale też był człowiekiem dobrego serca. Ponoć lubił gotować i był w tym bardzo dobry. Wymyślił jakieś sosy które zaczął sprzedawać pod nazwą Newmans Own. Ponoć te jego sosy świetnie się sprzedają, a cały dochód idzie na działalność charytatywną. Na dzień dzisiejszy jest tego jakieś 250 mio. dollarów. To się nazywa mieć hojną rękę.
Poszukuję aparat fotograficzny typu Mamiya Auto XTL lub Mamiya X-1000. Bardzo chętnie odkupię!!!
Halifax to dość fajne miejsce w Kopenhadze gdzie można dostać dobrze zjeść. Cafe specjalizuje się w burgerach i to nie jakiś tam wannabe burgerach ale takich porządnych i smacznych. Jedyna wada tych burgerów tkni w ich wielkości. Są strasznie duże i jakoś nigdy nie udało mi się ich zjeść w całości. Tzn. obok takiego ogromnego burgera można wybrać dodatki w postaci ziemniaków , frytek, tortilla chips lub jakiejś tam sałatki no i sosu. Mięso też można sobie wybrać. Nawet mają jakieś tam wegetariańskie coś zamiast mięsa. Naprawde miejsce jest warte polecenia, zwłaszcza dla zgłodniałych turystów. Najfajniejsze jest to, że kucharzami są Polacy i dowiedziałam się, że są z nich bardzo zadowolena. Zawsze fajnie usłyszeć kiedy ktoś docenia polską siłę roboczą.
Wreszcie płynę…płynę… i to bez deseczki i do tego pod wodą. Cała głowa pod woda, nawet ucho nie wystaje. Czyż nie powinnam być z siebie dumna.
